Widzisz wypowiedzi wyszukane dla słów: umową kupna sprzedaży broni





Temat: w kwestii ALC

Roman Karkosik nie ma szczescia w staraniach o przejecie walcowni w
Siemianowicach Slaskich. Najpierw syndyk nie dopuscil go do
przetargu na kupno udzialów spólki, a teraz sad nie zgodzil sie
na powtórzenie przetargu.

Znany inwestor gieldowy, który wiosna kupil Hute Batory, chcial
dorzucic do swojej kolekcji producentów rur, Walcownie Rur Andrzej.
W ubieglym roku na przetargu kupil 10 proc. udzialów zakladu.
Kolejne 20 proc. wystawial na sprzedaz syndyk upadlej Huty Andrzej,
ale tu Roman Karkosik mial pecha. Nie wplacil na czas wadium. - To
nie moja wina - tlumaczyl. Wedlug Karkosika w ostatni dzien wplaty
wadium biuro syndyka bylo zamkniete z powodu uroczystosci
pogrzebowych papieza Jana Pawla II, podobnie jak miejscowe banki,
dlatego jego pracownik nie mial mozliwosci wplaty. Syndyk nie
dopuscil Karkosika do przetargu i 20 proc. WRA kupila spólka
Stalos, nalezaca do niemieckiej grupy hutniczej Max Aicher.
Pozostale 69 proc. udzialów w WRA nalezy do panstwowego
Towarzystwa Finansowego Silesia. Silesia bedzie je w przyszlosci
sprzedawac, a prawo pierwokupu, zgodnie z umowa spólki, maja jej
pozostali udzialowcy. Proporcjonalnie do posiadanego pakietu wiecej
moze kupic Stalos, który przejalby w ten sposób kontrole nad
Walcownia Rur Andrzej.

Roman Karkosik staral sie uniewaznic przetarg, w którym nie mógl
uczestniczyc. Zlozyl w tym celu wniosek do Sadu Okregowego w
Opolu. Sad najpierw stanal po stronie biznesmena - zabezpieczyl
udzialy Stalosu. Jednak potem znanemu inwestorowi przestalo
dopisywac szczescie: pod koniec pazdziernika sad zdjal
zabezpieczenie, a kilka dni temu oddalil powództwo.

- Czekam na uzasadnienie wyroku, po jego otrzymaniu podejme decyzje
co do dalszych dzialan - powiedzial "Rz" Roman Karkosik. Najpewniej
jednak nie zlozy broni. Zakup spólki wpisuje sie w strategie
tworzenia grupy walcowni rur przez kontrolowana przez niego gieldowa
Alchemie.

Max Aicher juz snuje plany, co zrobi po przejeciu walcowni: - Koncern
chce zainwestowac w firme ok. 10 mln euro, w tym duza czesc tej
kwoty w poprawienie jakosci produkcji - wyjasnil reprezentujacy
niemiecka firme mecenas Krzysztof Bramorski. Wedlug niego WRA
zostanie wlaczona w struktury koncernu, co da walcowni pewnosc
dostaw wysokiej jakosci wsadu do produkcji rur oraz otworzy rynki
zbytu w Europie Zachodniej. W porównaniu do Huty Batory, Max Aicher to
wielka firma: 2,6 tys. pracowników i 1,8 mln ton stali produkcji
rocznie (huta zatrudnia pól tysiaca osób i produkuje ponizej 100
tys. ton rur).





Temat: Wozy z USA - gdzie importer?
Nie licz na kolegwo z USA lub Kanady. Oni tam zapieprzaja i nie maja czasu
szukac okazji, a tylko okazyjnie kupione auto oplaca sie sprowadzic z zza
oceanu, a teraz tak naprawde to tylko auta o wartosci pow 150 tys zl. Sam
sprowadzilem kilka aut z USA na telefon i wszystko bylo ok, chociaz w zyciu
nie widzialem sie z facetem, ktory wysylal mi te auta. On to robil dla
pieniedzy, a mnie jeszcze sie to oplacilo.



| jeszcze raz ja weszlem jeszcze raz na strone i o to cytat "Do sprzętów
| uszkodzonych oferujemy nowe części w cenie zakupu.
| Szanowni Państwo z chwilą gdy zdecydujecie się na zakup wybranego
samochodu,
| motocyklu lub łodzi motorowej, zostanie Państwu wysłana przykładowa umowa
Kupna-
| Sprzedaży. W umowie tej zostaje zamieszczony dokładny opis modelu i stan
| techniczny wybranego sprzętu z uwzględnieniem roku produkcji, numeru
nadwozia i
| kosztów końcowych, w które należy wliczyć: a) fracht morski do portu w
| Bremenhafen; b) transport lawetą do Urzędu Celnego w kraju; c) opłaty
celne; d)
| akcyza, podatek VAT. "-KONIEC CYTATU
| ja stego rozumie ze jedynie czesci sa w cenie auta i sa jeszcze KOSZTY
KONCOWE
| ktore zawieraja to co piszesz ze jest juz w cenie.
| a nawiasem czy gosc prowadzacy ta firme nie jest twoja rodzina?
| sukaba

No widzisz a mi koles przez telefon gadal inaczej :-( Moze dostalem jakas
ulge promocyjna ;-)
Nie koles nie jest moja rodzina, nawet go na oczy nie widzilem, jedynie
przez telefon pogadalem sobie i nic wiecej. Chcialem kiedys sprowadzic
sobie
przez niego furke np. lekko przerysowanego bokiem 300GT, lub jakiegos
Eklipsa, no i jeszcze kilka typow mialem jak Dodge Ram... Nie skorzystalem
w
koncu z zakupu, a to ze wzgledu na to, ze nie bylo specjalnie mozliwosci
ogladniecia samochodu. Nie mowie, ze koles jest nieuczciwy i cos by
ukrywal,
ale wole sam osobiscie samochod zaakceptowac, w koncu samochod to nie kot,
za duze ryzyko na kupno "w worku". Nie bronie kolesia, nie reklamuje, ale
tez nie potepiam. Jesli ktos chce to skorzysta, jesli nie to odpusci.
Zawsze
daje jakis wybor, a skoro stronka sie trzyma, to znaczy ze jakies autka
przyjezdzaja do Polski.
Az tak dokladnie na handlu z USA sie nie znam. Wicej wiem na tematy
niemieckie, przypuszczam, ze jest podobnie, ale nie bede sie wypowiadal,
bo
nie wiem na pewno.

PS-W koncu kupilem sobie BMW 5 z  Polski (koledzy przywiezli z Niemiec
pare
lat wczesniej) i jestem zadowolony. A jak bede chcial cos z USA/Kanady, to
zalatwie to przez znajomych, ktorzy mieszkaja tam pare lat i nie bede sie
bawil w posrednikow - to najpewniejszy interes.

Pokłonik
-----------------------------------------------
BARTMAN

GSM 0501/93-93-49
Czarne "gangsta" BMW 535i
-----------------------------------------------








Temat: Zbycie Broni
Zakładając, że sprzedałeś broń gazową osobie, która również podlegała pod Komendę Wojewódzką Policji w Koszalinie to z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że Twoja umowa sprzedaży i legitymacja – pozwolenie na broń znajduje się w aktach osoby, która nabyła tą zabawkę od Ciebie. Policjant rzucił okiem na umowę, zobaczył dwa nazwiska i myląc się wybrał nazwisko kupującego i włożył umowę do jego akt. Drugi wariant, mniej optymistyczny, to to, że dokumenty faktycznie gdzieś się zagubiły w Policji (też możliwe). Ale stawiam na wariant pierwszy.

Poszukiwania prowadziłbym następująco:

1) Dla spokoju sumienia powinieneś osobiście przejrzeć swoje akta, które są aktualnie w Wydziale Postępowań Administracyjnych KWP w Gdańsku (masz takie prawo). Podczas przeglądu należy:
- szukać śladu ewentualnej sprzedaży, którym jest przede wszystkim umowa i legitymacja będąca w aktach (po zbyciu ostatniej jednostki broni legitymacja była zatrzymywana do akt i osoba zainteresowana nie otrzymywała jej na pamiątkę).
- przejrzeć inne dokumenty czy nie ma na którymś adnotacji typu: wyrejestrować – zbył, która może być zrobiona na okładce, spisie treści czy innym dokumencie. Zapis może być długopisem lub ołówkiem.
- sprawdzić czy nie było poprawek na spisie treści akt i czy zachowana jest numeracja dokumentów z teczki (czy nie ma luk). Wprawdzie nie sądzę, by ktoś numerował na bieżąco akta i robił spis treści, ale na pewno zrobiono to w 2005r. przy przesyłaniu akt z Koszalina do Gdańska.

2) Zażądałbym sprawdzenia dziennika korespondencji byłego Wydziału Prewencji KWP Koszalin (obecnie podlega to pod KWP w Szczecinie) czy nie został w nim odnotowany wpływ Twojej umowy sprzedaży broni i legitymacji w 1997r. Okres kiedy to się stało musisz sam zawęzić. Im ten okres będzie krótszy tym lepiej. Poszukiwania muszą być prowadzone:
- po Twoim nazwisku,
- po zapisach o kupnie broni gazowej, bo być może przez pomyłkę zarejestrowano umowę pod nazwiskiem kupującego. Po ustaleniu takich nabywców należałoby sprawdzić ich akta.

3) Zażądałbym sprawdzenia, kto przed datą zbycia przez Ciebie broni pobierał w okresie 2 – 3 miesięcy wcześniej w KWP Koszalin promesę (zaświadczenie uprawniające do zakupu) na zakup broni gazowej. Promesy prawdopodobnie wówczas były wpisywane do rejestru wydanych zaświadczeń tak jak obecnie. Po ustaleniu listy nazwisk należałoby zażądać przejrzenia akt tych osób pod kątem pochodzenia broni, która w nich się znajduje. By- może została kupiona od Ciebie.

4) Jeżeli Twoja broń nie miała numerów fabrycznych, to przy sprzedaży w ówczesnym czasie wymagano, by nabywca nabił je u rusznikarza. Mógł to zrobić u najbliższego, a więc w Koszalinie. Na pewno jest tam co najmniej jeden zakład. Po nabiciu numerów zakałd wydawał stosowne zaświadczenie. Niech Policja sprawdzi czy nie było takiego przypadku, a gdy był to sprawdzi teczkę osoby, która nabyła broń i zleciła dokonanie naniesienia numerów. Być może jest to Twoja broń.

5) Staraj się przypomnieć jak najwięcej szczegółów dotyczących transakcji i osoby kupującego: przybliżona data, przypuszczalny wiek, wykonywany zawód (ochroniarz?), miejsce zamieszkania (miasto Koszalin – województwo), co w połączeniu z cechami Twojej broni (nazwa, pistolet – rewolwer, kaliber itp.) pozwoli na grzebanie w komputerze i wytypowanie iluś akt posiadaczy broni do sprawdzenia. W najgorszym wypadku do przejrzenia będą wszystkie akta posiadaczy gazówek, którzy dokonali jej zakupu w 1997r. Sprawdzenie musi objąć też tych, którzy jak ty opuścili ówczesne województwo koszalińskie.

Oczywiście tych sprawdzeń (poza wymienionym w pkt. 1) musi dokonać Policja, której należy to zaproponować. Jak nie teraz, to w ramach (dopukać!) sprawy karnej.




Temat: Dziwna historia pewnej broni pneumatycznej...
Witam !

Mam ciekawa historie. Pozwole sobie skopiowac styl naszego nieocenionego Tsunamito i opowiem wam bajke...

Pewien starszy juz czlowiek mial bron pneumatyczna. Za starych, ciemnych czasow komunizmu uzyskal pozwolenie i zakupil sobie smiertelnie niebezpieczny pistolet pneumatyczny Lucznik o powalajacej energii 3J.
Lata plynely, komunizm odszedl do aanalow historii, ale nasz czlowiek nadal tego Lucznika trzymal w szufladzie. Zmienialy sie ustawy o broni i amunicji, a Lucznik nadal kurzyl sie i czekal na lepsze czasy.
I lepsze czasy nastaly. Lucznik przestal byc bronia pneumatyczna, a Wladza stwierdzila ze nie jest to narzedzie do obalania ustroju i pozwolenie stalo sie pamiatka jak kartki na cukier.
Niestety, starszy ten pan bal sie czy aby Wladza sie nie rozmysli, wiec sprzedajac tego Lucznika w dobre rece spisal umowe kupna-sprzedazy, zaniosl ja na Komisariat Policji razem z niewaznym z mocy ustawy pozwoleniem na bron pneumatyczna.

Nowy wlasciciel, powiedzmy Pan D., przypadkiem posiadal chronograf. Oczywiste jest ze obmierzyl Lucznika, a ze ani troche nie chcialo mu wyjsc wiecej niz 17J to jako praworzadny obywatel stwierdzil ze Lucznika rejestrowac mu nie wolno. Bo na nieszczescie dla wszystkich Pan D. Ustawe o broni i amunicji w aktualnym brzmieniu znal. A jak sie nie znal to pytal Pana M. A jak pan M. nie wiedzial, to zawsze wiedzial Pan T - rownie jak on wredny i zlosliwy czlowiek, tyle ze prawnik.
A wspominam o tym bo Wladza upomniala sie o rejestracje smiercionosnej broni pneumatycznej typu Lucznik. W koncu czasy sie zmienily, ustawy sie zmienily, ale jak to jest ze taka bron penumatyczna sama z siebie bronia byc przestanie. Nie miescilo sie to w urzedniczych glowach, wiec rozpoczeto akcje nekania Pana D. pismami w ktorych Wladza dopominala sie o dopelnienie obowiazku. A jesli nie, to zazadala przedstawienia stosownego certyfikatu ktory wydac (odplatnie !) mogla tylko waska grupa uprzywilejowanych rusznikarzy.
Poniewaz Pan D., szanowany obywatel i powazny biznesmen, prawa lamac nie chcial, to i rejestracji uporczywie odmawial. Jako czlowiek oszczedny nie widzial tez powodu by wydac choc zlotowke na nic nie warty certyfikat - w koncu nie po to inwestowal chrono by zarabial na tym pierwszy z brzegu rusznikarz.
Czegoz to Wladza nie robila zeby naklonic Pana D. do wspolpracy ! Prosila, blagala, proponowala ze za darmo przebadaja - Pan D. niestety byl niezlomny. Malo tego ze niezlomny, ale podpuszczany zlosliwie przez Pana M. nawet podstaw prawnych zaczal zadac ! O zgrozo... nie dosc ze nie slucha, nie dosc ze nie wspolpracuje, to jeszcze kaze sie tlumaczyc Wladzy... Wladza niestety zabrnela tak daleko w swoim zadaniu dostarczenia stosownego certyfikatu ze nijak nie mogla sprawy zamknac. Doszlo do tego ze wyslala przed swietami pismo zwykla poczta, liczac ze zaginie po drodze badz przez roztargnienie Pan D. wrzuci je do kosza.

Niestety, nie udalo sie.
Ale jako czlowiek spokojny, Pan D. posluchal wrednej rady Pana M. Otoz ten imperialistyczny podzegiwacz zaproponowal ze on wystawi mu, oczywiscie nieodplatnie, taki certyfikat. W koncu Pan M. ma firme zajmujaca sie ta branza, to wygladac bedzie powaznie, a i moze Policja da sobie spokoj.
Pan D. posluchal dobrej, jak mu sie wydawalo, rady, nie wiedzac ze podstawowym celem Pana M. bylo obalenia wylacznosci waskiej grupy rusznikarzy (z koncesjami i koneksjami) na wystawianie lukratywnych certyfikatow.
Pan D. pismo napisal, certyfikat zlozyl i zyl sobie spokojnie w poczuciu dobrze spelnionego obywatelskiego obowiazku.
Niestety po dniach kilku Pan M. odebral telefon.
Mila Pani Wladza przedstawila sie jako urzednik z odpowiedniego Kom...orki i grzecznie zapytala:
W: "Czy Pana firma ma koncesje na dokonywanie pomiarow energii wylotowej pocisku w wiatrowkach ?"
M (obłudnie zdziwiony): "Z tego co wiem, to koncesja taka nie jest wymagana"
W: "Alez jest Prosze Pana"
M (nadal obludnie): "A gdzie to jest napisane, prosze Pani ?"
W: "W Ustawie o broni i amunicji".
M (przerywajac): "To ja wlasnie siegam po Ustawe o broni i amunicji i prosze mi podac artykul"
W (szybko): "Ale ja nie mam jej przy sobie. Wie Pan, nie chce tutaj sie klocic, My mozemy sprawdzic wlasnymi drogami, chcialabym sie tylko dowiedziec..."
M (duszac sie ze smiechu): "Nie prosze Pani, nie mam takowej koncesji"
W (ucieszona): "Dziekuje Panu !"

Ciag dalszy na pewno nastapi....



Temat: usuwanie postów o "zwiększaniu mocy"


Arnie, do chwili zmiany tego nieszczęsnego przepisu (o koncesjach) wiatrówki są sprzedawane na faktury (przez sklepy koncesjonowane - a więc w świetle jeszcze obowiązującego prawa jedyne legalne). Na takiej fakturze musi znaleźć się pełna charakterystyka towaru. Między innymi energia jaką nadaje śrutowi (jaką jest w stanie nadać - ważne ze względu na wiatrówki z regulatorami zewnętrznymi). Na podstawie tego zapisu mamy wymóg, bądź nie rejestracji.

Jeśli kupujesz używanego faca też sporządzasz umowę kupna sprzedaży. Nie wiem czy jest szczegółowy przepis który określa co musi wchodzić w skład takiej umowy. W każdym razie, kupujący jest świadomy obowiązku rejestracji (Bądźmy poważni. Jest świadomy - nikt nie sprzedaje rejestrowanego faca na targu.).

A teraz jeśli masz wiatrówkę poniżej limitu i chcesz ją zarejestrować, masz na fakturze adnotacje o energii mniejszej niż 17 J. Musisz podać podstawę na jakiej chcesz zarejestrować. I tutaj wchodzi na scenę rusznikarz który zmieni sprężynę czy dopompuje gar-ram. Oraz wystawi na to rachunek (na nim jest opisane co zrobił i w efekcie co powstało). I na podstawie tego możesz rejestrować.
A zalety ? Nikt Ci nie zarzuci wyrobu broni.

Możesz oczywiście zrobić wszytko na podstawie oświadczenia ustnego czy pisemnego. Możesz też strzelać rekreacyjnie z faca na łące. Jak chcesz. Tylko będziesz musiał udowodnić że prawo stało po Twojej stronie. Że Twoja interpretacja jest poprawna a wszyscy inni się mylą .

Nie chodzi tutaj o biurokrację. Po prostu tak jest skonstruowane nasze prawo. Nic nie bierze się z powietrza, a każdą czynność powinna wykonać właściwa osoba

ps. mam nadzieję że to już będziesz czytał z komputera


Sierota ze mnie i nie umiem cytować selektywnie więc będę brał w cudzysłów :/

"Arnie, do chwili zmiany tego nieszczęsnego przepisu (o koncesjach) wiatrówki są sprzedawane na faktury (przez sklepy koncesjonowane - a więc w świetle jeszcze obowiązującego prawa jedyne legalne). "
Nieprawda, wyroki w sprawie Lukasa(kolba.pl) i Andrzeja Kliszewskigo wydane przez sądy po rozpatrzeniu zażaleń prokuatorskich jasno dowodzą, że sprzedaz wiatrówek gwintowanych o energi poniżej 17Juli jest jak najbardziej legalna i nie podlega penalizacji przy braku koncesji.

"Musisz podać podstawę na jakiej chcesz zarejestrować. I tutaj wchodzi na scenę rusznikarz który zmieni sprężynę czy dopompuje gar-ram. Oraz wystawi na to rachunek (na nim jest opisane co zrobił i w efekcie co powstało). I na podstawie tego możesz rejestrować.
A zalety ? Nikt Ci nie zarzuci wyrobu broni.

Możesz oczywiście zrobić wszytko na podstawie oświadczenia ustnego czy pisemnego."

Pierwsze zdanie przeczy następnemu, oczywiście, że wystarczy moje oswiadczenie pisemne, nie potrzebne do tego żadne zaswiadczenie ani rusznikarz. Ustawa nic nie mówi o żadnych zaświadczeniach. Jeżeli Policja ma obawy, że mój sprzęt nie ma 17Juli może oczywiście wysłac sprzęt na badania na swój koszt, ale musi za to sama zapłacić (chyba, że wiatrówka rzeczywiście nie ma tych 17Juli wtedy kosztami obciążą mnie)

"Możesz też strzelać rekreacyjnie z faca na łące." Tego bym nie radził robić więc ten temat zostawiamy w spokoju

Cały czas zapominasz, że procej rejestracyjny nie ma w sobie żadnych elementów uznaniowych tylko jest obligatoryjny po dostarczeniu pewnych dokumentów.
1) Badania - tu nie ma nad czym dyskutować
2) Zaswiadczenie o niekaralności- tez nie ma nad czym dyskutować
3) Dowód zakupu - nigdzie w ustawie nie ma mowy o fakturze ani o żadnym zaświadczeniu o energii
4) Broń pneumatyczna - nie ma tam mowy o dostarczaniu żadnych dokumentów technicznych, zaswiadczeń rusznikarskich czy czegokolwiek, ja składam oswiadczenie, że to jest broń pneumatyczna i to ja ponoszę odpowiedzialność za moje oswiadczenie.
Jak wyobrażasz sobie odmowę w formie decyzji administracyjnej:
Niniejszym odmawiam rejestracji Panu broni pneumatycznej poniewaz nie wierzymy Panu , że srut opuszcza lufę Pańskiej wiatrówki z energią większą niż 17 Juli.

I jeszcze słowo o dopompowaniu gas-ramu, ciekawe jak parę ruchów pompką wypełni znamiana ustawy gdzie wytwarzanie broni to:

Art. 3. 1. Ilekroć w ustawie jest mowa o:
1) wytwarzaniu - należy przez to rozumieć, oprócz działalności wytwórczej, także odzysk w rozumieniu przepisów o odpadach oraz działalność rusznikarską polegającą na naprawianiu albo wytwarzaniu istotnych części broni niezbędnych do jej naprawy lub na przerabianiu broni poprzez ingerencję w jej istotne części,

Ani nic nie wytworzyłem, ani nie odzyskałem, ani nie naprawiłem, ani nie wytworzyłem istotnej części broni, ani nie przerobiłem ingerując w jej istotne części. Po prostu machnąłem parę razy pompką



Temat: ile sa warte komentzrze na allegro...


Oki, moze troche przesadzilem. Wytlumacze: cos takiego jak reguly
zwyczajowe, czy jak kto woli zasady zwyczajowe albo ogolniej prawo
zwyczajowe zawsze towarzyszylo ludziom i zawsze towarzyszyc bedzie. Wiecej
znajdziesz w literaturze prawniczej.


Przecież piszemy to o allegro. Naprawdę sądzisz że nie wiem co to jest
"reguła zwyczajowa"?


Posluchaj, wykazal sie tym, ze WYWIAZAL SIE Z UMOWY. I to jest glowna
sprawa, ktora jest oceniana w komentarzach ( do tego moze dojsc, szybkosc
kontaktu, rzeczowosc, uprzejmosc itp) aczkolwiem NIGDY nie dochodzi tresc
komentarza drugiej strony - za wywiazanie sie nalezy sie komentarz.


Jeszcze się nie wywiązał. Jeszcze musi towar odebrać.


Mylisz sie. Umowa kupna sprzedazy jest zakonczona z chwila 1-przekazania
pieniedzy, 2-przekazania praw do wlasnosci na druga osobe.


I przekazania prawa i możliwości wolnego rozporządzania przedmiotem -
czyli to Ty się mylisz.

Sprawy jak


reklamacja, zwrot itp to sa osobne procedury, ktore nie wchodza w zakres
wypelnienia umowy k/s. Oczywiscie umowa k/s moze przewidywac okreslone
zwroty, reklamacje itp aczkolwiek wtedy sa to jeszcze inne umowy, inne
deklaracje, inne warunki. Nie bede sie na ten temat rozpisywac aczkolwiek
myslisz sie w tej kwestii.


Nie nie nie. To jest końcówka transakcji. Może się ona zakończyć


Bo po prostu sie boisz, ze ktos Ci wystawi negatywa. Jezeli ktos sie
wywiazuje ze swojego zobowiazania, to etycznie powinienes go za to
nagrodzic, jezeli robisz inaczej to Twoja sprawa.


Eeetam, jakbym się bał to bym nie wystawiał komentarza dopóki  sam bym
go nie otrzymał. Przecież i tak mnie kupujący może zrobić na szaro,
potwierdzić mailem zadowolenie a potem "łupnąć mi nega" prawda? Widzisz
tu gdzieś strach?


A jak nie bedzie zadowolony?


Ano właśnie. Jeżeli nie będzie zadowolony to odsyła mi rzecz na swój
koszt, ja sprawdzam czy dostałem to co wysłałem po czym zwracam
kupującemu wszelkie koszty jakie poniósł. Czy zasługuję na pozytywa?
Myślę, że tak.

O niezgodności towaru z opisem nawet nie myślę, bo nie wyobrażam sobie,
żebym mógł coś w tym zakresie "przesłodzić".


Napisze Ci, ze jednak towar zupelnie sie rozni?
Albo jest uszkodzony?


To nie jest możliwe w moim przypadku chyba, ze nawali przewoźnik,
dlatego jw.
Jeżeli mimo to kupujący tak pisze to on jest oszustem i nie widzę
powodów dla których miałby mieć ode mnie pozytywa. Poza tym zapewne
wiesz, że zdarza się również, że kupujący lubią się rozmyślić z powodów
"własnych" nie związanych w żadnej części z towarem, obsługą
sprzedającego itepe.


To sa przyklady, moze i nie do konca przemyslane ale
nie o to chodzi. Chodzi o to, ze moze sie zdarzyc, ze naprawde bedzie Twoja
wina (albo innych ktorzy postepuja tak jak Ty) i wtedy kupujacy bedzie
bezbronny. Bo jak wystawi Ci nega to Ty prawdopodobnie zrobisz to samo.
Ukarze go nieprawomocnie - poniewaz on sie wywiazal. Takie przyklady mozna
mnozyc i na pewno sa one czesciej spotykane niz te " z drugiej strony".
Gdyby ich nie bylo to by sie przez grupe nie przewijaly watki "Discman
przerywa, co zrobic? mam dobre konto jak wystawie nega to pewnie tez
dostane". Gdyby bylo tak jak pisze taka sytuacja byla by wyeliminowana.
Ciekawi mnie to, ze tak bardzo bronicie swojego egoistycznego podejscia a
nikt nie potrafi spojrzec obiektywnie na cala sprawe. Przykre:/


Widzisz.
Problem w tym, że to Ty nie patrzysz obiektywnie. Zakodowałeś sobie, że
sprzedający po wpłacie ma wystawić komentarz i już. Dostałeś kilka
przykładów na to, że nie jest dobre takie uregulowanie, między innymi ja

wystawiam drugi".

Gdyby było jak piszesz, byłoby masę wątków jak z linków które podałem.





Temat: ile sa warte komentzrze na allegro...


takiej regule na allegro i wątpię, żebym był w tym odosobniony.


Oki, moze troche przesadzilem. Wytlumacze: cos takiego jak reguly
zwyczajowe, czy jak kto woli zasady zwyczajowe albo ogolniej prawo
zwyczajowe zawsze towarzyszylo ludziom i zawsze towarzyszyc bedzie. Wiecej
znajdziesz w literaturze prawniczej.


A czym szczególnym się on wykazał? Tym, że zapłacił? Do jasnej ciasnej,
to jest przecież jego obowiązek, zrobił to do czego się zobowiązał i nic
więcej póki co, także nic innego IMHO "sie nie należy" :)


Posluchaj, wykazal sie tym, ze WYWIAZAL SIE Z UMOWY. I to jest glowna
sprawa, ktora jest oceniana w komentarzach ( do tego moze dojsc, szybkosc
kontaktu, rzeczowosc, uprzejmosc itp) aczkolwiem NIGDY nie dochodzi tresc
komentarza drugiej strony - za wywiazanie sie nalezy sie komentarz.


Chociaż, podobnie jak IMKA do lobby sprzedawców nie należę, ale zapłata
to nie jest koniec transakcji! Może być jeszcze zwrot, procedura
reklamacyjna i inne, które mi w tej chwili do głowy nie przychodzą.


Mylisz sie. Umowa kupna sprzedazy jest zakonczona z chwila 1-przekazania
pieniedzy, 2-przekazania praw do wlasnosci na druga osobe. Sprawy jak
reklamacja, zwrot itp to sa osobne procedury, ktore nie wchodza w zakres
wypelnienia umowy k/s. Oczywiscie umowa k/s moze przewidywac okreslone
zwroty, reklamacje itp aczkolwiek wtedy sa to jeszcze inne umowy, inne
deklaracje, inne warunki. Nie bede sie na ten temat rozpisywac aczkolwiek
myslisz sie w tej kwestii.


Niestety nie.


Widzisz, tam ludzie nie zachowuja sie jak niektorzy tutaj. Tam ludzie darza
sie zaufaniem, nie kreca, nie oszukuja. Owszem pewnie zaraz posypia sie
komentarze, ze jak tutaj darzyc kogos zaufaniem jak zaraz zostanie sie
zrobionym w wala......Jednak zachowanie typu "nie wystawie komentarza
pomimo, iz wywiazal sie ze swojego zobowiazania tj wplacil pieniadze, bo a
noz widelec, sprzet nie bedize mu pasowal i dostane nega i co wtedy? a no
wtedy przeciez jakze by inaczej musze mu rowniez wystawic nega bo jakby to
mialo byc.......". To jest chore i ludzie sie w tym sami zapetlaja, troszke
szacunku dla innych ludzi.


Ano bywa. Ja osobiście, chociaż mało sprzedaję (około 40% moich
wszystkich transakcji) to nigdy jeszcze nie wystawiłem komentarza zaraz
po wpłacie.


Bo po prostu sie boisz, ze ktos Ci wystawi negatywa. Jezeli ktos sie
wywiazuje ze swojego zobowiazania, to etycznie powinienes go za to
nagrodzic, jezeli robisz inaczej to Twoja sprawa.


Najpierw wysyłam to co sprzedałem, czekam na info od kupującego.
Wystarczy, że kupujący potwierdzi mi otrzymania towaru i komentarz
ląduje na jego koncie. Najważniejsze jest dla mnie info, że wszystko
jest ok, towar cały, jest zadowolony itepe.


A jak nie bedzie zadowolony? Napisze Ci, ze jednak towar zupelnie sie rozni?
Albo jest uszkodzony? To sa przyklady, moze i nie do konca przemyslane ale
nie o to chodzi. Chodzi o to, ze moze sie zdarzyc, ze naprawde bedzie Twoja
wina (albo innych ktorzy postepuja tak jak Ty) i wtedy kupujacy bedzie
bezbronny. Bo jak wystawi Ci nega to Ty prawdopodobnie zrobisz to samo.
Ukarze go nieprawomocnie - poniewaz on sie wywiazal. Takie przyklady mozna
mnozyc i na pewno sa one czesciej spotykane niz te " z drugiej strony".
Gdyby ich nie bylo to by sie przez grupe nie przewijaly watki "Discman
przerywa, co zrobic? mam dobre konto jak wystawie nega to pewnie tez
dostane". Gdyby bylo tak jak pisze taka sytuacja byla by wyeliminowana.
Ciekawi mnie to, ze tak bardzo bronicie swojego egoistycznego podejscia a
nikt nie potrafi spojrzec obiektywnie na cala sprawe. Przykre:/





Temat: Fotoreporter i jego prawa
Żyjemy w kulturze ikonicznej, więc fotografia przetrwa na pewno. Pytanie tylko - za jaką cenę?

Wasze pytania wskazują, że nie bardzo wiecie na czym stoicie - powiedział dr Maciej Pacuła (Zakład Prasowy Instytutu Dziennikarstwa UW) otwierając panel poświęcony "prawu autorskiemu". Temat spotkania cieszył się dużym zainteresowaniem wśród członków Klubu Fotoreporterów Prasowych.

Jakie prawa nam przysługują? Kiedy zdjęcia należą do fotoreportera, a kiedy do gazety, dla której pracuje? Czy wydawca ma prawo do wielokrotnego wykorzystania jednej fotografii? Jak powinno się podpisywać zdjęcia? - to najczęstsze pytania, jakie stawiano panelistom.

Dyskusja, która wywiązała się między Maciejem Pacułą, Januszem Foglerem (ZPAF), Maciejem Hoffmanem (szefem Wydawców Prasy) i Andrzejem Krajewskim (Centrum Monitoringu Wolności Prasy) poświadczyła istniejącą w Polsce rozbieżność interesów środowiska fotoreporterskiego i wydawców. Niewątpliwie jest źle. Jeśli nie zabierzemy się za to wspólnie, staniemy się świadkami upadku sztuki polskiej fotografii - stwierdzono.

Musimy zdać sobie wreszcie sprawę, że stwarzając fotoreporterom godziwe warunki umowy wydawcy zyskują ich lojalność, zwiększają efektywność ich pracy i, co za tym idzie, przyczyniają się do wzmocnienia zawodu. To się im opłaca. - powiedział Maciej Pacuła komentując nagminne przypadki, kiedy fotoreporterzy za swą pracę otrzymują od czołowych polskich wydawnictw zaledwie siedem złotych wynagrodzenia.

Fotoreporterzy uczestniczący w spotkaniu mówili o konieczności odmawiania wydawcom przyjęcia tak niegodziwych stawek, rozmawiania z nimi z pozycji autora a nie ofiary: Brak solidarności środowiska fotoreporterów sprawia, że wydawcy często nas okradają. Brońmy się przed tym. Nie zgadzajmy się na takie traktowanie!

Paneliści zgodzili się, że tak uwłaczające godności stawki za zdjęcie nie mają żadnego uzasadnienia ekonomicznego i są zjawiskiem, które można określić tylko jednym słowem: bandytyzm. Wyrazili przekonanie, że "życie wymusi" stopniowe ustalanie minimalnych stawek, tym bardziej, że Polska uczestnicząc w strukturach Unii Europejskiej będzie musiała dostosować się do obowiązujących tu, ustalanych corocznie, cenników.

Odpowiadając na pytanie: Co nam przysługuje?, Maciej Pacuła przypomniał fotoreporterom o ich nieprzenaszalnych, niezbywalnych i nieograniczonych w czasie prawach osobistych.

Fotoreporter ma przede wszystkim prawo do desygnowania zdjęcia swoim imieniem i nazwiskiem, do wyłącznego dysponowania swoim dziełem, pod warunkiem, że jest ono chronione prawem autorskim (a więc przejawia cechy indywidualnej twórczości - art. 1 PA i PP). Z punktu widzenia prawa autorskiego istotne są cechy twórcze, a nie techniki wykonania zdjęcia. Dlatego tak samo chroniona jest fotografia tradycyjna, jaki i cyfrowa, artystyczna i reporterska.

Autorowi przysługuje prawo do wprowadzania dzieła do obrotu, do ochrony jego integralności (fotoedytor nie może bez zgody autora modyfikować fotografii, gdyż prawo chroni nienaruszalność jej wymowy artystycznej i ideowej).

Inną grupą praw autorskich są prawa majątkowe, które w odróżnieniu od praw osobistych, są zbywalne, ograniczone w czasie (chronione przez siedemdziesiąt lat po śmierci twórcy) i przenaszalne.

Przeniesienie praw majątkowych na wydawcę, agencję fotograficzną itp. odbywa się w ramach następujących umów:
- rozporządzających (analogicznych do umów kupna - sprzedaży)
- licencyjnych (dających prawo do korzystania z naszych zdjęć wyłącznie lub niewyłącznie)
- pracowniczych (prawa majątkowe należą do wydawcy tylko wtedy, gdy odbierze, przyjmie i wykorzysta zdjęcie zgodnie z jego przeznaczeniem, w ciągu ustawowo określonego czasu).

Żyjemy w kulturze ikonicznej, więc fotografia przetrwa na pewno - stwierdzili na koniec paneliści. Pytanie tylko - za jaką cenę?

Autor: Dorota Majka




Temat: Miałem sobie kombinezon ;(
Czesc.

Mialem na dniach nie mila przygode.

W kwietniu 2005 roku mialo miejsce wlamanie do sklepu z elektronarzedziami w
Olsztynie, przy okazji zginelo 5 kombinezonow motocyklowych. W czerwcu
nazbieralem troche gotowki celem nabycia odpowiedniego ubranka, niestety w
gre wchodzilo cos uzywanego. Rozpuscilem widomosc ze kupie kombinezon wsrod
znajomych. Po 2 tygodniach dostalem namiar na czlowieka ktory posiadal kilka
kombinezonow na sprzedaz. Zadzwonilem umowilem sie na spotkanie,
przyjechalem do domu sprzedajacego wraz z kolezanka w olsztynie. Czlowiek
ten mial dwa kombinezony na sprzedaz w rozmiarach jakie mnie interesowaly.
Zapytany skad je ma i czy nie sa kradzione zapewnil mnie ze przywiozl je
legalnie z niemiec. Przymierzylem obejzalem dogadalem sie co do ceny i
kupilem od niego jedna sztuke. Kombinezon uzytkowalem przez caly sezon,
wiekszosc z Was mnie zna i widzieli mnie nie raz. Wczoraj przyjezdza do mnie policja z
nakazem rewizji domu, interesowal ich kombinezon. Zabieraja mi kombinezon ,
a ja zostaje zatrzymany. Na komendzie dowiaduje sie ze czlowiek ktoremu
zginely kombinezony znalazl moje zdjecie w internecie i stwierdzil ze mam
jeden z jego ukradzionych kombinezonow, na co przedstawiaja mi wydruk strony
internetowej. Zostalem oskarzony o wlamanie i kradziez. Na zakupiony
kombinezon nie mialem zadnej umowy kupna-sprzedaz. Wyjasniam pochodzenie
kombinezonu, jedziemy wraz z "oddzialem" nagrzanych policjantow pod adres
gdzie kupilem kombinezon. Panowie policjanci robia wjazd na lokal w
kominiarkach i ostra bronia w rekach, zastajemy czlowieka od ktorego kupilem
ubranko, zatrzymuja go spinaja w kajdanki po czym nastepuje rozmowa.
Czlowiek ten potwierdzil ze sprzedal mi jeden z kombinezonow, twierdzi ze
przywiozl je z niemiec ( facet zyje z handlu uzywanymi gratami z niemiec,
mial kaski, czesci do samochodow, komorki , nic nie bylo kradzione
sprawdzali i na wiekszosc mial faktury zakupu a sprzet elektroniczny nie byl
zgloszony ze zostal gdzies skradziony ) jednak nie mial na to zadnego
dokumentu. W miedzy czasie sciagaja czlowieka ktoremu zginely kombinezony.
On pokazuje zdjecie wiszacego na wieszaku kombinezonu identycznego z moim,
oni mu pokazuja moj kombinezon, facet stwierdza ze " o wlasnie to jest taki
sam jak moj, to ten! " zapytany po czym poznal stwierdza ze po tym ze na
plecach jest ochraniacz z gombki ktory sam tam wlozyl. Kombinezon mial
komplet wkladek nie tylko na plecach, wydaje mi sie ze jest to standard i w
kazdym nowym kombinezonie tego typu jest caly komplet ochraniaczy. Nie
przedstawiajac zadnego dowodu zakupu ani innych argumentow policjanci oddaja
moj kombinezon jako ten ktory zostal skradziony. Na dodatek razem z moimi
slajederami ktore dokupilem, i byly innej firmy niz caly kombinezon na co
nie mam rachunku, kupilem uzywane. Po zlozeniu wyjasnien zostaje zwolniony
do domu , a czlowiek od ktorego kupilem kombinezon zostaje zatrzymany na 3
miesiace. Jak mozna udowodnic w sadzie ze takich kombinezonow jest duzo i
kazdy jest taki sam, moj byl w stanie jak nowy bez ryski, bez zadrapan czy
jakichkolwiek uszkodzen. Czy da sie zidentyfikowac konkretna sztuke
kombinezonu? Maja one jakas specjalna wszywke z numerem identyfikacyjnym?
Musze dodac ze kombinezon gdy go kupowalem wygladal na lekko uzywany, drugi
byl bardziej zniszczony. Rozmiar praktycznie na kazdego faceta - 52. Byl to
kombinezon Buse Performance. Macie jakies pomysly co mozna zrobic? Na
dodatek musze sie jeszcze zglosic na komende na badania genetyczne bo na
miejscu wlamania znaleziono jakies slady genetyczne. Postawiono mi zazut
"nieumyslnego paserstwa" , nie wiem nawet czym to grozi. Jak dla mnie chora
sytuacja, kazdy kombinezon jest taki sam, bez znakow szczegolnych , nie da
sie wizualnie po roku czasu okreslic czy to jest ta sama sztuka, tymbardziej
po samym zdjeciu zrobionym z 3 metrow, wiszacego kombinezonu na wieszaku.
Macie pomysly? Bo nie dosc ze zostalem bez kombinezonu za ktory zaplacilem
calkiem sporo to jeszcze zostalem paserem.



Temat: jak stracić na kredycie walutowym
zawojujesz ich bronia przy splacie. mozesz placic dowolnego dnia (jak tania
waluta, niski kurs waluty), a nie jak w grafiku.
mozna sie posunac do wiekszej finezji i zalozyc konto w walucie kredytu
..............

Krótka historia o tym jak BRE bank po przez swoje detaliczne ramię czyli
Multibank wyciąga po cichu dodatkową kasę od kredytobiorców walutowych.

Sprawa nie nowa aczkolwiek pomijana często w kalkulacjach robionych przez
bioracych kredyty np. hipoteczne w walutach. A szkoda, bo jej wymiar
finansowy często przekracza wielkość innych "oficjalnych" prowizji
pobieranych przez banki.

Chodzi o przeliczniki kursów walut, które są używane przy wyliczaniu kwoty
kredytu oraz rat. Przyznanie kredytu wiąże się z przeliczeniem kwoty
złotówkowej po kursie zakupu danej waluty przez bank wg. jego oficjalnych
kursów wymiany. Podam to na przykładzie swoim a więc frank szwajcarski
(CHF).
Załóżmy, że kredyt opiewa na 100 tys zł.
Dzień przyznania kredytu dajmy na to 2 maj gdy kurs zakupu franka w BRE
był
2,7753 pl.
Dostajemy więc od banku kwotę 100 000 pln/2,7753= 36 032,14 CHF.

Natomiast każdą ratę bank liczy nam po kursie sprzedaży danej waluty,
która z
reguły jest wyższa od 4 do 10 groszy na 1 franku. Powiedzmy wiec dal
dużego
uproszczenia, że spłacamy cały kredyt w jednej części już kolejnego dnia
roboczego czyli 5 maja (kursy sprzedaży/kupna 2 i 5 maja w BRE były niemal
identyczne) i wychodzi nam, że musimy oddać 36 032,14 CHF x 2,8625 pln =
103
142 zł

Zatem nasza "dodatkowa" prowizja wyniosła 3 142 zł !!! (3,14% od wartości
kredytu).
To normalna procedura w bankach komercyjnych i nie to mnie zbulwersowało.
Można sie od tego uchronić biorąc np. kredyt w banku który przelicza
wszystko
pu kursie średnim. Udało mi się ustalić, że robi tak np. BGK i żałuję, że
to
nie tam udałem się po wspomniany kredyt.

Ale żałuję z innego powodu. Po podpisaniu umowy z Multibankiem i
sfinalizowaniu spraw formalnych czekałem 4 robocze dni na uruchomienie
kredytu (+ jeszcze kilka na przelanie kwoty do sprzedajacego mi
mieszkanie).
To wzbudziło moje podejrzenie bo byłem przekonany, że bank uruchamia
kredyt
tego samego dnia lub najpóźniej kolejnego. W umowie nie ma sprecyzowanego
dnia kiedy ta czynność ze strony banku dochodzi do skutku.
Błąd! W infolinii odmówiono mi komentarzy ponieważ stwierdzono, że skoro
podpisałem to musi to tam byc umieszczone a na moją uwagę, że nie ma
otrzymałem odpowiedź,że to moja wina,iż nie dopilnowałem. Generalnie
odesłano
mnie do regulaminów oraz punktu obsługi, w ktorym kredyt załatwiałem. Skąd
tyle zachodu o marne 3 dni? Ano z powodu kursu skupu waluty po którym
przeliczono mi złotówki na franki udzielając kredytu- kurs był
zadziwiająco
niski co spowodowało, że kredyt do spłaty wyrażony w CHF relatywnie wyższy
niż się spodziewałem.
Prześledziłem więc kursy kupna/ sprzedaży franka w NBP i BRE za okres
kilkunastu dni. Okazało się, ze odchylenie kursu in minus w BRE względem
NBP
tego akurat dnia sięgało maksymalnej wartości ok 1% co zdarza sie nie co
dzień (czasem jest in plus), powiedzmy raz na kilkanascie dni. Wysnułem z
tego dość ryzykowną teorię ale pasujacą do "drapieżnego" oblicza BRE:
wszystkie podpisane umowy z danego tygodnia zbiera się i uruchamia jednego
dnia ustalając przy tym najmniej korzystny dla kredytobiorców kurs.
Moja strata to rząd powiedzmy kilkuset kolejnych złotych.

niech będzie po prostu przestrogą dla wszystkich, którzy szykują się do
kredytów walutowych.

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -


http://www.gazeta.pl/usenet/





Temat: Spółdzielnia Hutnik
Cieszę się, że Pan Prezydent zamierza poważnie, acz nie pospiesznie, ustosunkować się do tego problemu społecznego. Aczkolwiek przypominam, iż konflikt ten trwa już ponad 10 lat. Ostatnie, szczególnie perfidne działania włodarzy spółdzielni, przedstawiające nas-ofiary przestępstw jako winne wszelkiemu złu, wymagają moim zdaniem szybkiej reakcji Pana Prezydenta, gdyż za pomocą kłamstwa i siania nienawiści mogą wywołać wręcz agresję ze strony zdezorientowanych i przestraszonych mieszkańców zasobów mieszkaniowych zakupionych od huty. Pragnę także podkreślić, że mieszkańcy tych zasobów również zostali pokrzywdzeni przez Zarząd Huty Ostrowiec S.A. i Zarząd WSM "Hutnik" wyjątkowo niekorzystną dla spółdzielni umową zakupu zasobów mieszkaniowych huty.
Niestety,widocznie nie jest w interesie Zarządu spółdzielni nagłaśnianie jej niekorzystnych zapisów. Dlatego pozwolę sobie podsumować korzyści jakie osiągnęła huta dzięki zawarciu tej umowy:
1. Huta Ostrowiec S.A. pozbyła się strat generowanych z tytułu administrowania zasobami mieszkaniowymi. Nawet istniejące w dniu podpisania umów zaległości w opłatach za użytkowanie mieszkań zakładowych, huta przeniosła na naszą spółdzielnię.
2. Huta pozbyła się konieczności utrzymywania kosztownego Wydziału Mieszkaniowego zatrudniającego 123 pracowników. Na spółdzielnię przerzuciła ciężar utrzymywania rzeszy pracowników, w tym będących na długotrwałych zwolnieniach lekarskich, urlopach macierzyńskich i wychowawczych, z gwarancją co najmniej dwuletniego okresu zatrudnienia i zastrzeżeniem utrzymania zasad wynagradzania obowiązujących w Hucie Ostrowiec S.A. (łącznie z Kartą Hutnika).
3. Huta wyceniła zasoby wg wartości rynkowej a nie wg zaksięgowanej faktycznej wartości majątku trwałego. Dzięki temu osiągnęła zysk, pozbywając się przy tym kosztów i strat.
4. Zawarta transakcja sprzedaży-kupna, polegała na tym, że Własnościowa Spółdzielnia Mieszkaniowa „Hutnik” stała się pośrednikiem dla huty. Spółdzielnia sprzedając mieszkania, zgodnie z zawartą umową, za tę samą cenę, za którą je nabyła - musiała całą kwotę przekazywać hucie, nie mając jednocześnie żadnych korzyści za wykonanie tej usługi.
5. Huta sprzedała zasoby, wśród których były budynki wybudowane z odpisu od funduszu płac, tzn. załoga wybudowała je z własnych środków. Zostały sprzedane budynki, które w zasadzie były własnością pracowników huty.
6. Huta pozbyła się niepotrzebnych ruchomości nakładając na spółdzielnię ciężar zakupu wszystkich materiałów i środków trwałych znajdujących się w magazynach Wydziału Gospodarki Mieszkaniowo-Hotelowej Huty wg cen jednostronnie ustalonych w przeprowadzonej inwentaryzacji na dzień 1 sierpnia 1995 roku.
7. Huta, wbrew Prawu Spółdzielczemu, zastrzegła sobie prawo do dysponowania 10-cioma mieszkaniami spółdzielczymi.
8. Huta pozbyła się konieczności ponoszenia wydatków związanych z remontami starych, zniszczonych zasobów, a także koniecznych, kosztownych modernizacji np. instalacji gazowych w wieżowcach, termomodernizacji budynków, doprowadzenia centralnego ogrzewania do budynków dotychczas ogrzewanych piecami węglowymi. Nie zapewniając na ten cel żadnych środków, zobowiązała naszą spółdzielnię do wykonania kosztownych prac, zastrzegając równocześnie w umowie niezmienność cen wykupywanych mieszkań.
9. Huta sprzedała przynoszące straty budynki wraz z użytkowaniem wieczystym gruntu, w większości niezgodnie z ustawowymi wymogami, bo po tzw. opasce budynku. Przyległe grunty, nieprzynoszące strat, a zapewniające mieszkańcom konieczny dostęp do budynku i miejsca parkingowe, huta pozostawiła na swoim majątku. Dopiero w 2007 roku Urząd Miasta wykupił grunty na osiedlu Ogrody od Syndyka Masy Upadłościowej Huty Ostrowiec i wydzierżawił je spółdzielni na okres trzech lat. W budynkach tych spółdzielnia nie może zgodnie z ustawą ustanowić odrębnej własności lokali.

Nasuwa mi się podejrzenie, że celem tej umowy było doprowadzenie do upadłości spółdzielni, bo dotrzymując warunków umowy, spółdzielnia nie miała prawa funkcjonować! Dzięki tej umowie spółdzielnia od 12 lat jest na skraju bankructwa!
Nie mogę zrozumieć, dlaczego Zarząd spółdzielni zamiast oskarżać hutę o skonstruowanie i podpisanie tak jednostronnie korzystnej (tylko dla huty) umowy, krzywdzącej członków spółdzielni - pracowników huty i łamiącej Prawo Spółdzielcze, zamiast występować w interesie członków, usilnie bronił interesu huty a teraz syndyka. Dlaczego w 2000 roku uznał w całości zobowiązanie z tytułu nieważnych umów i nie doprowadził do renegocjacji umów? Dlaczego, skoro uznał zobowiązanie, nie odprowadzał pieniędzy wpłacanych przez mieszkańców z tytułu rat za wykup mieszkań, zgodnie z umową do huty a teraz do syndyka?
Zadłużenie względem syndyka huty z tytułu zawartych umów nadal wynosi ponad 18 mln złotych, czyli praktycznie tyle samo co w 1995 roku. Zobowiązanie wynikające z tych kuriozalnych umów może doprowadzić do upadłości spółdzielni!

Mam nadzieję, że moje dzisiejsze informacje pozwolą Panu Prezydentowi na szybszą reakcję na poważny problem społeczny istniejący w mieście przez niego władanym.



Temat: Paintball -jak zaczac?

podaj jakieś przykładowe ceny komercyjne, no najlepiej wszystkie jaki znasz ale aż
tyle nie wymagam-pewien facet namawia mnie na założenie pola + strzelnica do
pal.kr.-nie chcem zdzierać z luda , a może pamiętasz ceny z hali mirowskiej, ma
teren infrastrukturę tyle że nie odróznia pist. od rew., a ja w to "malowanie"-to
tylko żart,niektórzy w gr. mają b.cienką skórę , wolę nie ryzykować, też jestem
zielony

jp



| Kiku moich kolegow i ja chcielibysmy zaczac bawic sie w painball.
| W zwiazku z tym mam pare pytan:
| 1. Gdzie mozna kupic sprzet w miare tanio?

Jesli uzywany to trzeba popytac w klubach. Jesli nowy to sa w Polce dwie
firmy: PHU Szok ze Szczecina i NPG Paintball z Krakowa. Prowadza tez
sprzedaz wysylkowa. Adresy i telefony sa w Komandosie. Mozna tez
sprowadzic sprzet z zachodu, ale trzeba sie liczyc z clem i podatkiem co
podwyzsza cene katalogowa o okolo 55 procent.

| Mozna wyporzyczyc w klubach. Z kupnem moga byc problemy (i dobrze)

Nie wiem jak gdzie indziej ale w klubach w Warszawie i Krakowie nie ma
sprzetu do wypozyczenia (w Warszawie moze to sie niedlugho zmieni).
Mozna oczywiscie wypozyczyc odplatnie na komercyjnych polach ale to
kosztuje. Z zakupem NIE MA problemow.

| 2. Jaki sprzet warto kupic i co jest niezbedne(bron ,maski itp. chodzi o
| firme ew. nazwe modelu)?
Najwazniejsza jest wbrew pozorom maska. Bez broni mozna grac, a bez
maski nie. W tej chwili na rynku sa rozna modele praktycznie dwoch firm:
JT i Scott. Ceny sa mniej wiecej porownywalne (od oklo 120-130 zlotych).
Polecam od razu zakup maski z szyba termalna - nie paruje od oddechu
podczas gry - bardzo szybko to sie docenia, szczegolnie jak pot leje sie
po twarzy i karku. Jesli chodzi o marker to masz wybor pompek i
polautomatow. W kwestii pompek nie wypowiadam sie bo nie wiem jakie
teraz sa na rynku. Jesli chodzi o polautomaty to najtansze sa
polautomaty BlackNight lub Stingray. Ich wielka zaleta jest cena (od
okolo 700zl) i bardzo prosta budowa. Korpusy sa z plastiku wiec trzeba
uwazac. Lepsza opinie ma Stingray. Powyzej masz Mirage z korpusem
metalowym. Te trzy modele polecam jesli masz zamiar jak njmniejszym
kosztem pograc w lesie. Jesli chcesz zaczac grac w miare profesjonalnie
to kup cos lepszego. Mozesz kupic VM-68 - to bron solidna do lasu choc
ciezka. Na zawodach w Polsce praktycznie wychodzi z uzycia (choc ja w
sobote i niedziele w Krakowie jeszcze nim gralem, ale to juz chyba byly
ostanie zawody w ktorych go uzywalem) ale wile porzadnych sztuk pojawia
sie na rynku wtornym. trche drozej mozna kupic markey Tippman Carabine i
Spyder. Najdrozsze na naszym rynku to markery AutoMag i AutoCocker ale
jest to juz sprzet turniejowy (choc w lesue gra sie nim wspaniale).
Niestety ceny tych ostatnich to 2500 zl w gore. Bedzie ci tez potrzebna
butla na gaz (oklo 120 zl za butle 7 uncjowa) i spluczka na kulki (25-35
zl). Potem juz pojdzie samo: Nowe czesci, lufy, butle, oprzadzeni itd
.........               :)

| Ja nie wiem ale w klubie wiedziec beda

| 3. Czy potrzebne jest pozwolenie na bron lub cos takiego?

| nie

TAK. Potrzebne jest pozwolenie takie samo jak na posiadanie wiatrowki.
Wydaje je Rejonowa Komenda Policji wlasciwa dla miejsca zamieszkania.
Idziesz wpierw na komende i prosisz o promese na zakup. po
przeprowadzeniu wywiadu przez dzielnicowego powinienes dostac ja bez
problemu jesli nie jestes karany. Z ta promesa udajesz sie po zakup.
Uwazaj bo duza czesc uzywanych markerow na rynku nie jest rejestyrowana
- coz do pewnego momentu nie bylo to konieczne. Teraz niestety nie mozna
ich zarejestrowac :((((. Potem zglaszasz sie na komende z umowa kupna i
dostajesz pozwolenie na marker - identyczne z wiatrowka.

| 4. Czy istnieja strony poswiecone paintball`owi

W Polsce jest kilka ubogich stron i troche zdjec z zawodow w Krakowie w
Zeszlym roku. Jesli chodzi o swiat to sproboj www.warpig.com albo
www.paintballworld.com.

| rzuc na wyszukiwarke slowo "paintball" to sie przekonasz

| Chciałby rowniez nawiazac kontakt z ludzmi z Poznania lub okolic zajmujacych
| sie paintball`em.(Gdy sie uzbroimy i wyszkolimy musimy z kims walczyc:-)  ).

Nie wiem czy jest cos w Poznaniu. Na zawodach i spotkaniu zalozycielskim
Polskiej Federacji Paintballu nie bylo nikogo z Poznania. Jakby co to
zapraszam do nas.

| Ja tam preferuje Kendo

A ja paintball (w Kendo nie bede wicemistrzem polski a wSpidballu tak
:P)

| Patton

Zdrowko

--
Maciek 'Babcia' Dobosz

Warszawski Klub Paintballowy "Ranger"
Banshee RT (dawniej RangerII (dawniej E.Wedel :))))))))))))
N.A.S.K. Nieudolny Administrator Sieci komputerowej






Temat: centralny Rejestr skradzionych samochodow


Jak jest z rejestrem pojazdow skradzionych.


Jest.

Kolega ma sasiada co kupil na gieldzie passata.
Przy rejestracji stwierdzili ze dokumenty falszywe i mu policja odebrala
samochod.


To mial pecha - ale niech sie nie martwi, w dobrym towarzystwie
jest... Rutkowski doprowadzil ongis do zabrania samochodu osobistej
szwagierce Mikusinskiego - dla niezorientowanych Rutkowski to znany z
odszukiwania kradzionych samochodow prywatny detektyw a Mikusinski to
owczesny (w czasie odbierania wozu) komendant stoleczny Policji
Panstwowej... Tak to z kupowaniem od niewiadomo kogo - i szwagier w
policji nie uchroni...


Potem sprawdzili ze kradziez zgloszono z Niemiec , na terenie Polski.


Normalny tryb postepowania.


On kupowal na gieldzie ze znajomymi, ale w rejestrze nie sprawdzal.


Jego strata. Po glowce poglaskac trzeba bo sie rozplacze?


Myslalem ze ten rejestr jest obowiazkowy dla zagranicznych samochodow,
co najmniej.


Co znaczy "obowiazkowy"? Policja ma ganiac po miescie z gazeta w reku
i wtryniac sie do kazdej transakcji kupna - sprzedarzy? Ustawowo mam
byc zobowiazany z tlumaczenia sie co, po co i od kogo kupuje? Umowe
mam zarejestrowac w US, pojazd w WK, policja moze co najwyzej
sprawdzic czy pojazd w rejestrze jezdzacych sie znajduje.


Ze na kazdej umowie dadza stempelek ze nie figuruje w rejestrze na
dzien, godzine zawarcia umowy.


I kto oraz jakim prawem mialby ci owa umowe macac PRZED podpisaniem i
zaplaceniem? Pan Wladza? Nie ma i byc nie moze w prawozadnym panstwie
prawa dajacego wglad policji we wszystkie transakcje kupna -sprzedazy
okreslonego towaru o ile nie istnieja wyzsze wzgledy bezpieczenstwa
uzasadniajace takowy wglad (dla broni - zgoda, dla trotylu - zgoda,
ale DLA SAMOCHODU???). Jak jestes ciekaw - praktycznie przy wiekszosci
gield funkcjonuja terminale, mozesz goscia wziac i pojsc sprawdzic
bryke - jak jest dotychczasowy wlasciciel z papierami i kupujacy -
policja udzieli informacji dotyczacej rzeczonego pojazdu. Mozna tez
wziac rzeczoznawce zeby sprawdzil czy numery nie bite (czy nie
sprzedaja ci "blizniaka") - tyle ze zapewne czlowieka chciwosc
oslepila - ludzie gotowi poddac sie takowemu sprawdzeniu wystawiaja
zwykle mniej okazyjne ceny a ten akurat gosc zapewne "zgubilby sie w
tlumie" i do terminala na sprawdzenie nie doarl. I nie probuj w takiej
sytuacji wrcac do pojazdu - stal tam bedzie kto inny z innym kompletem
papierow i powie ci se sie pomyliles... A za plecami bedziesz mial
zapewne paru ciekawie patrzacych podgolonych. A w razie sciagniecia
miskow - pojazd okaze sie calkowicie bezpanski a gosc w nim siedzacy
stwierdzi ze wlasnie oglada - a wlasciciel stoi obok... co? nie stoi?
Gdzie ten gosc polazl? I co - gielda jest po to zeby ogladac, twoje
slowo przeciw jego slowu...


U on podobno nawet nie widzial ze taki rejestr istnieje i mozna
sprawdzic ( za ile - nie wiem ).


Jeszcze raz - po glowce poglaskac? Nosek obetrzec bo usmarkany?


Moze jest ktos na liscie , kto pracuje w tym rejestrze, moze z policji,
i powie po co ten rejestr, jak sprawdzenie nie jest obowiazkowe i czy
rejestr jest aktualny .

I co znaczy jak pojazdy nie ma w rejestrze , czy to jakas gwarancja ze
nie kradziony czy jeno, ze nie wpisano do rejestru.
A wpis tez dobrowolny.
Czyli rejestr dziurawy ..


I policyjny i komercyjne zawsze beda dziurawe. Zaleta ich istnienia
nie jest to ze ktos ci udzieli gwarancji - bo nawet jak ci dadza
informacje o niefigurowaniu to nie dadza ci gwarancji ze niekradziony
- propedeutyka filozofii sie klania, twierdzenia nonegzystencjalne nie
podlegaja weryfikacji! Zaleta jest to ze zlodziej na takowe
sprawdzenie sie po prostu nie zgodzi - za duze ryzyko.
Tylko trzeba wiedziec.
Zeby wiedziec - trzeba pytac.
Zeby pytac - trzeba myslec.
A myslenie to praca trudna, niewdzieczna i najwyrazniej niektorych
boli...

Darek





Temat: Kino Moskwa

Chcą krzesła z Moskwy, a jak nie to klapa
Ziemowit Nowak, Joanna Gergont
2008-12-11, ostatnia aktualizacja 2008-12-11 18:45

Komplikuje się sprawa zakupu przez miasto kina Moskwa. Prezydent Kielc twierdzi, że firma Apollo Film bezpodstawnie żąda zapłaty za kinowe krzesła i grozi, że nie podpisze umowy. - Miasto nie kupiło wyposażenia - broni się spółka

Prezydent Lubawski dziwi się, że Apollo Film w ogóle chce dyskutować o sprawie krzeseł, których wartość szacuje na pół miliona złotych. - Rozumiem, że ich własnością są projektory, ale nie krzesła, które są stałym wyposażeniem budynku. To tak jakbym kupował budynek i właściciel wyrywał sedesy i deski klozetowe wykręcał - mówi Lubawski.

Jednak władze Apollo Film są innego zdania. - Pan prezydent Lubawski kupił nieruchomość, czyli cztery działki z budynkiem, którego część zajmuje kino Moskwa, część powierzchnia biurowa. W przetargu nie ma mowy o wyposażeniu, a więc biurkach, komputerach, krzesłach. Wyposażenie kina nie jest immanentnie związane z tą nieruchomością, a więc nie jest jej częścią składową - mówi Justyna Witas z Apollo Film.

Nie zgadza się ona z sugestią, że "co przykręcone, to kupione". - W świetle posiadanej przeze mnie wiedzy - fotele kinowe można usunąć bez istotnego naruszenia konstrukcji budynku, a więc nie są one częścią nieruchomości w rozumieniu prawa - mówi Witas.

Pytamy prezydenta, dlaczego nie doprecyzowano tego podczas stawania do przetargu. - W ogóle nie przyszło nam do głowy, że Apollo może chcieć wymontowywać krzesła - przyznaje.

Firma Apollo Film nie chce stawiać sprawy na ostrzu noża. - Nie zależy nam na konflikcie i jestem pewna, że sprawę uda się załatwić w toku rozmów - mówi Witas.

Spółka zaproponowała miastu dzierżawę, sprzedaż lub sprzedaż na raty krzeseł. Według Witas, taka propozycja padła już w dniu otwarcia kopert, podczas rozmowy prezesa Apollo Films Ryszarda Rutkowskiego z sekretarzem miasta Januszem Kozą.

Obie strony umówiły się na spotkanie na ten temat w najbliższy wtorek. - Oczywiście we wtorek będę o tym rozmawiał z Apollo Film, ale to dla mnie rzecz niepodlegająca dyskusji. Na marginesie ciekaw jestem, kto im ten budynek kupi za te ponad 4 mln zł, jeśli my odstąpimy od podpisania umowy - podkreśla prezydent Lubawski.

Miasto wygrało przetarg na kupno kina Moskwa za 4,1 mln zł dwa tygodnie temu. Było jedynym oferentem.

Krzysztof Wojsa, doradca rynku nieruchomości, firma Eurolocum:

- Jeżeli fotele dadzą się odłączyć od podłoża i przy tym się nie zniszczą i zachowają swoją funkcję, to nie stanowią części nieruchomości. Podobnie po ich demontażu sala kinowa też zachowa swoją funkcję.

Źródło: http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255,6053989,Chca_krzesla_z_Moskwy__a_jak_nie_to_klapa.html




Temat: Sztab w jednostce

Połowa lokali dla gminy, połowa na sprzedaż

Niecałe cztery miliony złotych będzie kosztował remont budynku dawnego sztabu w jednostce przy Alei Broni i jego adaptacja na pięćdziesiąt dziewięć mieszkań. Pierwsi lokatorzy wprowadzą się do nowych mieszkań w październiku. Gorsza wiadomość jest taka, że lokali komunalnych w budynku będzie tylko połowa. Druga połowa pójdzie na sprzedaż.
Najwięcej będzie mieszkań dwupokojowych- mówi Andrzej Łukaszewski
Fot. Jacek Niedźwiecki

Sytuacja braku mieszkań komunalnych w gminie Biskupiec powinna się nieco poprawić. Wszystko za sprawą długo wyczekiwanego remontu i adaptacji na mieszkania budynku dawnego sztabu w byłej jednostce wojskowej przy ul. Aleja Broni. Po wielu perturbacjach pomiędzy władzami miasta a wojewódzkim konserwatorem zabytków, Zakład Nieruchomości Lokalowych właśnie rozstrzygnął przetarg na wykonanie remontu.

- Zgłosiło się czterech oferentów, którzy za adaptację budynku sztabu na mieszkania zaproponowali od niecałych 4 do prawie 5 milionów złotych - mówi Andrzej Łukaszewski, prezes ZNL. - Ostatecznie przetarg na wykonanie wygrała biskupiecka firma Piotra Pachuckiego, która przedstawiła najtańszą ofertę.

Firma remontowo-budowlana przejmuje plac budowy już 24 stycznia. W budynku posztabowym powstanie 59 mieszkań i jeden lokal użytkowy. Powierzchnia mieszkań będzie się wahać od 35-metrowych kawalerek do 55-metrowych mieszkań trzypokojowych.

- Najwięcej będzie jednak mieszkań dwupokojowych w granicach 45-50 metrów kwadratowych - mówi Andrzej Łukaszewski. - We wszystkich mieszkaniach będą pokoje z aneksami kuchennymi i osobne liczniki ciepła.

Niezbyt dobrą informacją dla około 200 rodzin oczekujących w tej chwili w kolejce na mieszkania komunalne jest fakt, że tylko połowa mieszkań w budynku sztabu będzie pod zasiedlenie przez gminę. Druga połowa pójdzie na sprzedaż.

- Na takie rozwiązanie wpłynęły głównie niezbyt duże możliwości finansowe ZNL - mówi Andrzej Łukaszewski.

- Gmina musi mieć jakieś pieniądze na sfinansowanie tej inwestycji - dodaje Elżbieta Samorajczyk, burmistrz Biskupca.

ZNL zachęca osoby zainteresowane kupnem mieszkań do zgłaszania się do biura spółki. - Jeśli ktoś podpisze umowę przedwstępną i zapłaci 80 proc. wartości mieszkania, to gwarantujemy cenę za metr kwadratowy mieszkania na poziomie 2,5 tys. zł brutto - zachęca Andrzej Łukaszewski.

Co ciekawe, 30 komunalnych mieszkań będzie oddanych "pod klucz" (mieszkania na sprzedaż będą w stanie "developerskim"). Jakie rodziny mogą liczyć na przydział nowego mieszkania?

- Trzeba będzie spełniać pewne kryteria - odpowiada burmistrz Biskupca. - Chodzi tu o m.in. o odpowiedni dochód, który pozwoli rodzinie utrzymać mieszkanie. Poza tym premiowane będą też rodziny, które nie zalegały z płatnościami i nie sprawiały problemów porządkowych.

Wiadomo już, że nowe mieszkania na pewno trafią do czterech rodzin z ul. Myśliwskiej, które mieszkają w rozwalającym się budynku i po naszej interwencji władze miasta podpisały z nimi umowę na nowe mieszkania. Pozostałe mieszkania komunalne rozdzieli specjalna komisja, której przewodniczyć będzie burmistrz Biskupca. Zakończenie remontu budynku przy Alei Broni zaplanowano na koniec sierpnia. Pierwsze rodziny wprowadzą się do nowych mieszkań w październiku.

- Do końca mojej kadencji wyremontujemy kolejny blok w jednostce, gdzie będzie 51 mieszkań i budynek przy Wojska Polskiego z 8 mieszkaniami - obiecuje Elżbieta Samorajczyk.

Jacek Niedźwiecki


http://nasza-warmia.wm.pl...-sprzedaz,38839

Ale cena za m2 to przegiecie...za 1000€ to ja moge miec metra mieszkania w Portugalii i Hiszpanii.



Temat: Producenci mięsa wypowiadają wojnę marketom

Wytwórcy chcą podać do sądu wielkie sieci, bo uważają, że zaniżając ceny, doprowadzają ich na skraj bankructwa

Dobra biała kiełbasa powinna kosztować w sklepie ponad 8 zł za kg - opowiada technolog jednego z zakładów mięsnych. - Przed świętami wielkanocnymi, kiedy jest na nią największy popyt, jeden z hipermarketów zażądał od nas kiełbasy po 4 zł. I zagroził, że jeśli odmówimy, poszuka innego dostawcy.

Więc zakład zrobił kiełbasę. Tyle że z tłuszczu i odpadów zamiast z dobrej wieprzowiny. Sprzedano ją w promocyjnej cenie, ale producent i tak dołożył do interesu.

Dostawcy mają dość takiego traktowania. Pierwsi zbuntowali się drobiarze.

- Rozmawialiśmy o tym ze sklepami, ale bez skutku. Dlatego za kilka tygodni podamy do sądu jedną z sieci hipermarketów, może to poskutkuje - zapowiada Leszek Kawski z Krajowej Rady Drobiarstwa skupiającej największe zakłady w kraju. Nie zdradza, o jaką sieć chodzi, by "nie uprzedzić przeciwnika".

Do sądu drobiarze pójdą razem z Polskim Mięsem, główną organizacją producentów wołowiny i wieprzowiny.

Twierdzą, że zgromadzili materiały, które powinny przekonać sąd o stosowaniu przez sieci niedozwolonych praktyk. Robią też zakupy kontrolowane, które mają potwierdzić, że hipermarkety sprzedają towary poniżej kosztów produkcji.

- Naliczyliśmy 27 różnych upustów, jakie stosują sieci w umowach - tłumaczy Kawski. Większość z nich jest ukryta, tak że producent, podpisując umowę, często nie wie, na co się zgadza. Zobowiązuje się m.in. płacić za: wejście do sklepu, towar na półce, koszty analiz robione przez sklep, różne imprezy rocznicowe, ekspozycję towarów. A sklep od ceny kupna towaru odlicza sobie np. opłatę za pokazanie mięsa w gazetce sklepowej.

Ba, dostawca musi zadeklarować, że jeśli konkurencyjna sieć otworzy w pobliżu sklep, to obniży ceny, by hipermarket utrzymał poziom sprzedaży.

W efekcie producent za towar dostaje często mniej, niż kosztowało jego wytworzenie. Zakłady są jednak skazane na sieci, bo te kontrolują już 40 proc. rynku mięsa i ich udział rośnie z roku na rok. - Każda firma, zmniejszając obroty o 40 proc., utraci płynność finansową i będzie musiała zwolnić ludzi - przekonuje Witold Choiński, sekretarz generalny Polskiego Mięsa.

Dostawcy decydują się więc sprzedawać po kosztach lub nawet dokładać do interesu, a zysków szukają gdzie indziej.

Sklepów broni Andrzej Maria Faliński, sekretarz generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji zrzeszającej hiper- i supermarkety. Jego zdaniem dostawcy sami ze sobą konkurują. - Jeśli producent proponuje nam udka kurze po 6 zł, a zaraz po nim inny po 4 zł, to mamy wybrać droższego? - pyta Faliński. Dla niego cała sytuacja to tylko starcie grup interesów - sieci chcą kupować jak najtaniej, a dostawcy sprzedawać jak najdrożej.

Przyznaje jednak, że nieustannego wyścigu o cenę nie wytrzymują mniejsi producenci.

A gdzie w tym wszystkim klient? Zdaniem Choińskiego wygrana producentów nie oznacza, że ceny w sklepach wzrosną. - Godzimy się na promocyjne ceny, ale nie chcemy dokładać do interesu. Sklepy też mogą zejść nieco ze swoich marż - tłumaczy.

Faliński przyznaje, że jeśli producenci udowodniliby sieciom nieuczciwą konkurencję, na pewno zmieniłoby to stosunki na rynku. Sieci są bowiem wrażliwe na punkcie swojego wizerunku. Będą wolały zapłacić więcej dostawcom, niż uchodzić za wyzyskiwaczy.
Źródło:gazeta.pl


Może w końcu poprawi sie jakość mięsa i wędlin w marketach...



Temat: Biuro Nieruchomości.
Po przejechaniu windą ponad czterystu pięter, jak tylko otworzyły się drzwi przywitał Micka jakiś przyjaźnie nastawiony młodzieniec który najwyraźniej był specjalistą od sprzedaży nieruchomości.
- Witam pana serdecznie! Na pewno pan w sprawie kupna nieruchomości, zgadza się? - zapytał z uśmiechem.
- Dokładnie. Jestem zainteresowany kupnem takiej sporej bazy w której mógłbym knuć plany podboju świata. - odpowiedział dość niepewnie Mick.
- Wybrał pan doskonały moment, proszę pana! - odpowiedział rozpromieniony. - Akurat na okres letni mamy bardzo mało ofert. Będzie miał pan z czego wybierać! - powiedział szczerząc zęby i poprowadził Micka do swojego pokoju. Nacisnął na dębowym biurku jakiś guzik i ze ściany po lewej stronie wyłonił się wielki ekran, trochę większy od tego na którym podają prognozę pogody. Po chwili pojawiły się na nim trójwymiarowe przekroje różnych potężnych podziemnych baz.
- Wie pan, interesuje mnie taka wielgachna baza... - powiedział. - No i powinna być mega skomputeryzowana! - dodał pewnym tonem.
- Hmm. - mruknął sprzedawca. - A ma pan jakieś zaświadczenie psychologiczne?
- Mm.. nie. - odpowiedział. Mierzyli się wzrokiem przez pare chwil aż sprzedawca wypalił:
- To świetnie się składa! Bo dla potencjalnych psychopatów mamy specjalną ofertę: jeśli wybierze pan u nas bazę, to jeszcze dodatkowo dostanie pan roczny rabat na broń biologiczną a komputery dostanie pan za pół ceny. A jeśli zechce pan swoją bazę na zamówienie to obetniemy panu koszty dostawy sprzętu! I co pan na to?
- To całkiem dobra oferta. - powiedział przeglądając po kolei zdjęcia i dane techniczne.
Po jakimś czasie Mick zdecydował się w końcu:
- Więc tak. Poproszę typ 12F2B ale chcę żeby usunięto sale tortur i więzienie. Na miejsce tych proszę mi wstawić koszary dla superżołnierzy. Oprócz chcę żeby usunąć wszystkie laboratoria automatyczne i zamiast nich jedno wielkie laboratorium nuklearne i drugie takie same, ale genetyczne. No i poziom komputeryzacji najwyższy, domyślny mnie nie zadowala. Płacę z góry gotówką. - położył na biurku wielką walizkę, zwrócił ją w stronę sprzedawcy. Ten otworzył ją, popatrzył chwilę i rzekł:
- No tak. - schylił się i wyjął z jednej z szuflad gotową umowę. Podopisywał coś, poprzekreślał, podał Mickowi, ten ją przeczytał uważnie i podpisał. Sprzedawca ponownie się uśmiechnął.
- Robienie z panem interesów to czysta przyjemność. Dopilnuję żeby po naszym kolejnym spotkaniu dostał się pan na listę kandydatów na klienta roku.
- Dziękuję bardzo i dowidzenia. - odpowiedział trochę zmieszany Mick.
- Dowidzenia.. ah! Zapomniałbym, jeszcze breloczek! - podał mu breloczek w kształcie znaku radioaktywności.
- Jeszcze raz dziękuję. - powiedział wychodząc z pokoju. Zadowolony zjechał windą na parter i opuścił biuro nieruchomości.



Temat: Najświeższe informacje odnośnie PGA
W ramach przypomnienia:

Joel: Niektórzy internauci oskarżali CDA, że gazeta ta doprowadziła do upadku Gamblera. Opublikowała przecież pełną wersję gry wbrew ustaleniom słynnego Porozumienia.

Kristoff: Nie, to nieprawda. Nawet gdyby Porozumienie nie zostało złamane, to Gambler by padł. Decyzja podjęta została przed wydaniem numeru CDA z pełną wersją gry Earth 2140. Zresztą to Gambler miał wydać tą grę. Była już nawet przygotowana umowa z Topware, wystarczyło złożyć podpisy... Jednak wówczas wypłynęła sprawa Porozumienia i nasza gazeta wstrzymała się z zakupem Eartha. Silvershark nie wahał się. Co do samego złamania Porozumienia - jakimś argumentem broniącym CDA był fakt, że pojawiła się wówczas pełna wersja gry Gruntz w PC World Computer. W myśl Porozumienia żadne wydawnictwo nie mogło wydać pełnej gry - nigdzie nie stało napisane, że chodzi wyłącznie o czasopisma o grach komputerowych. Śmieszy mnie natomiast to, że CDA wysuwa od czasu do czasu argument obrony interesów graczy. Że (poniekąd) dzięki ich decyzji, gracze mogą dzisiaj kupować pisma z CD, na których znajdują się pełne wersje gier. Skoro są takimi zaciekłymi adwokatami i dobroczyńcami społeczności grających, czemu w ogóle podpisywali to nieszczęsne (nie)Porozumienie. Czemu od razu twardo nie powiedzieli, że polski gracz jest niezamożny i wrażliwy na cenę, więc zamiast nakładać na czasopisma zakazy, może byście, kochani dystrybutorzy, sprzedali nam jakąś waszą względnie "nienową" grę, abyśmy mogli ją niedrogo udostępnić setkom tysięcy graczy... Jak widać nie każdy ma odwagę powiedzieć, że gry to po prostu biznes. Biznes, na którym chcą zarabiać nie tylko dystrybutorzy, ale i wydawcy prasy. Obie grupy żyją z graczy i dzięki graczom się bogacą.

Joel: To w takim razie czemu upadł Gambler?

Kristoff: Przyczyny należy upatrywać w silnej konkurencji, przestarzałej szacie graficznej, nietrafnie dobranej grupie wiekowej, wreszcie słabości wydawnictwa i kolegium redakcyjnego. W Polsce czasopisma są zmuszone utrzymywać się ze sprzedaży kioskowej, wpływy z reklam stanowią niewielki procent ich dochodów. Większość kupujących czasopisma podejmuje decyzję o zakupie w kiosku i właśnie tam trzeba umieć się wyróżnić. Bez inwestycji w lepszy papier, okładkę i ładniejszy layout, Gambler nie byłby w stanie przyciągnąć nowych czytelników wyglądem. Na tle CD Action, NSS, czy nawet ŚGK, nasz miesięcznik prezentował się żałośnie. Przynajmniej z zewnątrz. Tylko trudno jest przeprowadzić takie zmiany, jeśli wydawca jest głuchy na argumenty kolegium redakcyjnego i podejmuje decyzję o zmianie drukarni na tańszą, choć gorszą jakościowo. A może to kolegium jest winne, że nie potrafiło przeforsować swojej wizji?

Joel: Czy próbowaliście w takim razie zmienić wydawcę?

Kristoff: Czy były takie próby przed upadkiem Gamblera, nie wiem. O to musiałbyś spytać Alexa. Natomiast po upadku dosyć intensywnie staraliśmy się ratować nasz miesięcznik. Osobiście wysłałem kilkadziesiąt faksów, maili i listów, wykonałem szereg telefonów i odbyłem kilka interesujących rozmów oko w oko z przedstawicielami wydawnictw. Nikt jednak nie zdecydował się kupić tytułu, choć kilka poważnych firm rozmawiało w tej sprawie z Lupusem.

Joel: Gambler miał dość silną pozycję na rynku, uchodził za jedno z najlepszych czasopism (obok CDA i NSS). Jak myślisz, dlaczego nikt nie kupił tak "wyrobionej" marki?

Kristoff: Kupno nowego tytułu to decyzja strategiczna dla każdego wydawnictwa. Aby ją podjąć, trzeba dokładnie przeanalizować jej skutki. Widocznie analizy przeprowadzone przez chętnych wykazały, że nabycie Gamblera wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem. Może wynikało z nich, że łatwiej i taniej wprowadzić na rynek własny, nowy tytuł, niż kupować starego Gamblera i go odmładzać.

Tyle jeśli chodzi o offtop :]



Temat: Prośba do warszawiaków
Domyślam się, że przyzwyczajony jesteś do rozmów na innym poziomie, ale póki co spróbuję wytłumaczyć ci pewne rzeczy grzecznie i kulturalnie.
Otóż napisałem, że "Andrzej pojechał do Ożarowa i chyba go tam trochę przycięli... za sam czujnik ABSu na tył zapłacił 500 zł" i że "przydałoby się, by ktoś osobiście z nim pogadał, wtyłumaczył mu co i jak, gdzie naprawiać auto, jak szukać części".
Ja nie twierdzę, że nie da się znaleźc czujnika za 500 zł, pewnie jak byś się postarał znalazłbyś i za 1000, twierdzę natomiast, że dobrze by było, aby Andrzej pogadał z ludźmi, którzy pomogą mu znaleźć tę część za połowę albo 1/10 ceny. Ja używany czujnik ABSu kupiłem swego czasu za 50 zł, a oddałem Hubertowi za dwa bilety do kina.

cwaniaczku mikolaju widze ze probujesz sie wybronic z powodu,ze nic nie robiles przez ponad rok przy swojej coupetce
ja się nie muszę bronić, bo nikt mi nic nie zarzuca

jezeli chcesz porozmawiac to pisz do mnie a nie oczerniasz ludzi za ich plecami
Mnie rozmowa z tobą nie interesuje, ja po prostu chcę, żeby Andrzej pogadał z ludźmi z klubu, którzy mu uświadomią gdzie szukać części za ceny inne niż w ASO i którzy mu doradzą, co powinien wymieniać, a co nie, żeby nie naprawiał rzeczy, które nie są zepsute. W moim poście pojawiłeś się jedynie na marginesie i gdyby nie to twoje wystąpienie, nikt specjalnie by nie zapamiętał o jaki warsztat mi chodzi.

oszukałes Andrzeja sprzedajac mu coupe zapewniając ze wszystko w nim zrobileś,a jednak okazales sie oszustem,który nic nie robil przez ponad rok w tym samochodzie
Cóż, mam nadzieję, że Andrzej w końcu się zarejestruje i powie, czy czuje się przeze mnie oszukany Gdybym miał się czego wstydzić, chyba bym go nie umawaił z chłopakami z klubu. Być może mówisz o jakimś innym Andrzeju, bo ten, który ode mnie kupił auto jest ze mną w świetnych układach, gadamy ze sobą co parę tygodni. Jedyny zgrzyt pojawił się, kiedy kilka dnia po zakupie auta Andrzej pojawił się u ciebie w warsztacie i skarżył się na jakieś stuki w zawieszeniu. Wymeniłeś mu zdaje się wahacz i coś tam jeszcze, nic to nie zmieniło, ale kasę wziąłeś. Co więcej, połowa tej kasy (500 zł) była ode mnie, bo mimo klauzuli w umowie, że nabywca zna stan techniczny pojazdu pomyślałem, że będzie w porządku, jeśli zapłacę za usterkę, która wyszła chwilę po sprzedaży auta. Wielu znasz ludzi, którzy by tak zrobili? Taki właśnie jestem cwaniak.

wiem bo serwisowalwm ten samochód od prawie poczatku,i wiem co w nim robilem , i nic do tej pory nie wymieniłeś
cóż, skoro tak się prosisz, dowiedz się zatem, że kiepsko ci to szło - tutaj masz listę tego, co padło wkrótce po kupnie:

niech pomyślę co musiałem robić od września... na początek kable (te do świec, wiecie o co chodzi ), potem nowe tarcze i klocki (przy okazji zapieczone tłoczki itp...), linki do ręcznego, teraz przeguby, mocowane wahacza i piastę
i jak na to wówczas zareagowałem?

ale pretensji do poprzedniego wlaściciela nie mam (pozdrawiam, Tomku!), musiałbym być wyjątkowo naiwny, myśląc, że w 8-letnim raczej nie oszczedzanym aucie wszystko będzie grało
No i na szczęście potem niewiele już musiałem wymieniać. Za to z tego co wiem, obecny właściciel za twoją bezinteresowną namową wymienił chyba trochę więcej rzeczy niż powinien... Mam nadzieje, że Andrzej spotka się z chłopakami, opowie im co wymieniał, jak miało to wyglądać (nacinane tarcze? ), a jak wyszło i ile go za to skasowałeś.

I na koniec - Marek, zastanów się, czy w twoim interesie jest robienie takiej afery na tym forum, bo mam wrażenie, że nie. Pogódź się z tym, że straciłeś nieświadomego cen i łatwego do naciągania klienta i poziomem wypowiedzi nie rób sobie tutaj jeszcze gorszej opinii.



Temat: Wukadka dla samorzadowców
Za Wybiórczą

Wukadkę przejmą samorządy

 Włodzimierz Pawłowski, Krzysztof Śmietana  16-12-2004 , ostatnia
aktualizacja 16-12-2004 00:18

Warszawska Kolej Dojazdowa trafi zapewne w ręce Konsorcjum
Samorządowego, którego głównymi udziałowcami są samorządy Warszawy i
Mazowsza. Obiecuje ono wymienić tabor i zbudować odnogę linii do
Janek. Tylko czy znajdzie na to pieniądze?

Do wczoraj władze PKP miały do wyboru dwie oferty - spółki Polski
Ekspress oraz Konsorcjum Samorządowego. Wybrały tę drugą i przyznały
konsorcjum wyłączność na dalsze negocjacje.

- Samorządy zgłosiły lepszą ofertę. Przekonały nas swoim planem
inwestycji i pewnością finansowania - mówi Jacek Bukowski, członek
zarządu PKP.

Samorządowcy nie kryją radości. - Bardzo się cieszymy, że rok ciężkiej
pracy kończymy takim sukcesem - mówi Bogusław Kowalski, wicemarszałek
województwa. Głównymi udziałowcami Konsorcjum Samorządowego są
Warszawa i samorząd Mazowsza (mają po 33 proc. udziałów). Pozostałe 34
proc. należy do sześciu gmin na trasie WKD - Michałowic, Podkowy
Leśnej, Brwinowa, Milanówka, Pruszkowa i Grodziska Maz.

Konsorcjum musi teraz zacząć negocjacje ze związkami zawodowymi
działającymi w WKD na temat pakietu socjalnego dla pracowników. - Już
dziś zespół finansistów i prawników rozpoczął pracę nad umową
prywatyzacyjną - zapewnia wicemarszałek Kowalski.

Co obiecuje samorząd? M.in. w ciągu najbliższych siedmiu lat chce
zainwestować w kolejkę 300 mln zł. Kupi 14 nowych pociągów i wydłuży
linię do Janek. Władze Mazowsza liczą, że 75 proc. pieniędzy na
inwestycje da Unia Europejska. - Niedługo złożymy wniosek na zakup
taboru. Jeśli zostanie pozytywnie rozpatrzony, pierwsze pociągi z
nowej dostawy mogłyby zacząć kursować pod koniec 2006 roku - zapowiada
Kowalski.

Samorządowcy zapewniają, że nie podwyższą cen biletów. Nie zmieni się
także operator. Nadal linię będzie obsługiwać powstała kilka lat temu
spółka WKD. Tyle że zamiast do PKP 100 proc. udziałów będzie należeć
do samorządów.

Przegrany Polski Ekspress nie składa broni. Prezes firmy Andrzej
Wasiak uważa, że wybór samorządu to decyzja polityczna. Zamierza
zaskarżyć decyzję PKP, bo według niego w trakcie procedury
prywatyzacyjnej kolejarze zmieniali warunki rokowań.

Przejęcie przez samorządy kolejki oznacza przekreślenie forsowanej
jeszcze kilka lat temu idei prywatyzacji WKD. Pod koniec lat 90. do
PKP zgłaszały się nawet duże firmy z Francji i Wielkiej Brytanii,
które zainteresowane byłe kupnem kolejki. Kiedy w końcu kolej
zadecydowała o sprzedaży WKD, okazało się, że żaden duży inwestor z
Zachodu nie wyraził nią zainteresowania.

Według Henryka Klimkiewicza, eksperta kolejowego z Zespołu Doradców
Gospodarczych "Tor" istnieje obawa, że samorząd nie udźwignie ciężaru
utrzymania linii, nie mówiąc już o zrealizowaniu dużych inwestycji.

Alek 'Alekloco' Kurstak
Polska dla rowerów i pociągów!

Wpierw "usunto-" pamietaj wyrzucic... A potem:
olek malpa rower kropka com.






Strona 2 z 2 • Znaleźliśmy 83 rezultatów • 1, 2